Nieświadoma Kraina

Nieświadoma Kraina - Princess looking for the heart of Prince

Rozdział 1 
Ocalona
Nie jestem pewna co się właściwie stało ale wiem, że szłam ulicą. Był późny wieczór, padał deszcz i nagle coś pociągnęło mnie w dół ...
Za raz... Może zacznę od samego początku jestem Sally mam 15 lat. Tamtego wieczoru szlam z pracowni artystycznej mojej cioci Lucy. Jest stylistyką w VioletBlanch,a ja jako,że są wakacje przyjęłam tymczasowy wakat asystentki i uczę się projektować. Madame Celina pokazuje mi podstawy tego fachu...
Lecz od chwili kiedy czułam silne pulsowanie w głowie pamiętam tylko czyjeś ramiona niosące mnie w deszczu w ciemną noc...

Rozdział 2
Plamki 
Obudziłam się choć wcale nie miałam wrażenia ze kładę się spać. Znajdowałam się chyba w samochodzie. Leżałam na tylnym siedzeniu pokrytym pomarańczowymi kocami  i stosem jedwabnych poduszek.niektóre z nich miały śliczne ręcznie wyszywane wzory na rogach,lecz i tak w ciemności mało co mogłam dostrzec. Wzięłam poduszkę do ręki i przytuliłam ją do piersi wzdychając cichutko.
Nagle zza kierownicy odwrócił się chłopak w wieku około 17 lat. Spojrzałam w jego pełne ufności, jasne brązowe oczy ze świecącymi plamkami.
-Spokojnie,wszystko będzie dob....-nie dane mu było dokończyć, gdyż samochód skręcił gwałtownie a ja uderzyłam głową o fotel znów widząc tylko ciemność w swojej wyobraźni.
Miałam wrażenie,jakbym płynęła i nie mogła złapać się niczego co było w zasięgu ręki. Moja podświadomość szybowała  w przestworzach pomiędzy gwiazdami na tle lazurowego nieba wciąż zmieniającego kolor. Raz było turkusowe, a za raz znów granatowe a potem czarne i fioletowe...  Czułam się dziwnie będąc tak spokojna... Wszystko to zniknęło,gdy raptem  poczułam jak ktoś wyciąga mnie do prawdziwego świata a mnie otula szczera ciemność i a za razem ciepło materiału okrywającego moje odkryte ramiona.

Rozdział 3 
To niemożliwe... 
Kiedy się ocknęłam wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem pozwalając sobie na słabość.Nie wiedziałam gdzie jestem,ani co się ze mną działo przez ostatnie kilka godzin. Przytuliłam twarz do poduszki, po czym zanuciłam kołysankę, którą zawsze śpiewała mi mama, kiedy byłam mała. W pewnej chwili uświadomiłam sobie co tak na prawdę znaczą słowa piosenki... "Walcz i nigdy nie przestawaj....Szukaj szczęścia,bo ono nigdy nas nie zostawia..."
Otarłam twarz rękawem długiej koszuli i postanowiłam rozeznać się w sytuacji. Pomieszczenie przypominało zwykły pokój,choć wnętrze było nieco smutne. Delikatnie postawiłam stopy na podłodze. Podeszłam do okna i rozszerzyłam oczy niedowierzając. Doszłam do wniosku że wcześniej słyszany furkot kół, świadczył o tym,że się przemieszczałam,a teraz jestem już w stu procentach pewna,że jestem w zupełnie innym miejscu,gdyż widok za oknem zupełnie nie przypominał znajomych ulic miasta. Przyjrzałam się lepiej pomieszczeniu. Ściany są tu błękitne, a w rogu stoi toaletka, zaś tuż obok szafa. Podeszłam do komody stojącej na prawo od drzwi. Na półce było wiele różnych rzeczy,lecz moją uwagę przykula fotografia przedstawiająca dwóch chłopców, w wieku około 11 lat... Uśmiechali się i obejmowali ramionami niczym dwaj najlepsi przyjaciele... Wzięłam ramkę do ręki i przyjrzałam się uważniej. Te oczy...
- Proszę proszę... - do pokoju wszedł widziany wcześniej chłopak w szarej obcisłej koszulce.
Przestraszyłam się i upuściłam zdjęcie na podłogę.
-Przepraszam...Ja...ja -zająkałam się.-wybacz.- kucnęłam na podłogę i zaczęłam zbierać potłuczone szkło nie orientując się nawet,że kaleczę się o ostre kawałki rozbitej ramki.
-Czekaj!-chłopak podszedł i odsunął mnie od szafki patrząc na moje pokrwawione dłonie.
Zauważyłam w jego oczach strach. Chłopak pociągnął mnie do drzwi,a kiedy wstawałam aż mnie zamroczyło. Nienawidziłam widoku krwi. Na samą myśl o niej robiło mi się niedobrze.
-Chodźże dziewczyno.-powiedział,jednak kiedy zobaczył moją dezorientację i przymknięte powieki wziął mnie na ręce.
Po chwili znaleźliśmy się w łazience. Usiadłam na brzegu wanny,a on wyjął z szafki fioletowy ręcznik,po czym zmoczył go i zaczął wycierać nim moje ręce. Nagle poczułam na swoim czole zimną,mokrą szmatkę,co sprawiło,że zaczęłam wracać do rzeczywistości...
-Jestem Sally.- powiedziałam uśmiechając się,na co on też się uśmiechnął.
-Miło mi,jestem Gabriel.
W końcu mogłam się dokładnie przyjrzeć jego postaci. Jego oczy pamiętałam jeszcze z nocy w aucie,nigdy takich nie zdołam zapomnieć, jasne,brązowe,z dodatkiem kolorowych błyszczących plamek teraz były zielone....Jak to możliwe ?! Szybko opanowałam szok i analizowałam dalej. Chłopak miał jasną cerę,prawie taką jak ja,tyle że moja była o dwa odcienie bledsza. Na czoło opadały mu ciemne brązowe kosmyki. Był dobrze zbudowany,o czym świadczyły mięśnie i opinająca się na jego ciele koszulka. Był wyższy ode mnie o głowę. A nie można przyznać,że jestem niska,bo mam metr 74.
Chłopak kończył ocieranie krwi z mojej dłoni,po czym wyjął środek odkażający i wylał go na gazę.
-Auć.-zacisnęłam zęby gdy przecierał nim rany.
-Szczypie ?- zapytał.
-Trochę...
Spojrzał na mnie wymownie oceniając moją skrzywioną z bólu minę.
-No dobra...Bardzo. -przyznałam się.
Kiedy Gabriel skończył zajmować się moją ręką wstałam i zachwiałam się na nogach wciąż mając przed oczami widok czerwonej cieczy.
-Chodź... -Gabriel podał mi ramię, pomagając utrzymać się na nogach.
Zaprowadził mnie do pokoju z masą półek i książek. Posadził mnie w fotelu, sam siadając na podłodze i mi się przyglądając. Rozejrzałam się z zachwytem podziwiając różnorodne okładki i pozwalając sobie na chwilę odpoczynku. Odetchnęłam i ułożyłam w głowie ostatnie wydarzenia, które sprowadzały jedno pytanie, a za razem ciągnące za sobą masę innych rzeczy, na które wciąż nie miałam odpowiedzi. Sama się sobie dziwiłam, iż nie panikuję,co zazwyczaj bym zrobiła  na widok nieznajomego chłopaka i tych wszystkich dziwnych wydarzeń, które otaczały mnie teraz niczym wir.
-Co się właściwie wydarzyło ?- zapytałam - I jak to możliwe,że tu ciągle jest noc ?! -zapytałam  co Gabriela wyraźnie zaskoczyło.
Najwyraźniej myślał,że nie zauważyłam, niestety... mylił się....zauważyłam nawet to,że krew w łazience zniknęła równie szybko jak się pojawiała,a po mojej ranie,nie było prawie...ani śladu... 

Rozdział 4
Breath of Life
Chłopak poruszył się niespokojnie, po czym po dłuższej chwili odpowiedział:
- Nie mam pojęcia o czym mówisz....  - zaczął gorączkowo wyjaśniać. - Jest noc, ponieważ zasnęłaś.
Spojrzałam na niego wymownie, lecz kiedy Gabriel się  nie odezwał sama postanowiłam podjąć temat.
- Zasnęłam... - powiedziałam z sarkazmem w głosie, lecz widząc wkurzoną minę chłopaka patrzącego na mnie z uniesioną brwią powiedziałam. - No dobrze, zasnęłam. Przecież nie zaprzeczam! Ale wyjaśnij mi tu coś, ponieważ nie mam zamiaru tego tolerować dłużej. - oznajmiłam stanowczo. - Dlaczego tu wciąż jest noc ? Wiem to, ponieważ jestem świetnie obeznana w czasie, a co więcej wiem, że ty też wiesz, iż doba dawno minęła, więc jak to możliwe, że tu ciągle jest ciemno?!
Zorientowałam się, że płaczę dopiero kiedy poczułam słone łzy  spływające po policzkach.  Wcale nie chciałam się w ten sposób emocjonować, lecz doskonale wiedziałam, iż jest to objaw niczego innego, jak tylko złości skrywanej w środku na pytania zostawione bez odpowiedzi.
- Przepraszam. - powiedziałam chowając twarz w ciemnych włosach. - Nie chciałam się złościć i... - przerwałam widząc, iż Gabriel podaje mi chusteczki. Wytarłam oczy do sucha.
- Więc wyjaśnisz mi o co w tym wszystkim chodzi ? - zapytałam patrząc z nadzieją na chłopaka.
Siedząc na krześle i opierając łokcie na obu kolanach nastolatek uniósł głowę do góry i spojrzał mi w oczy, w których jak sadzę nie zobaczył niczego innego jak szczerość.
- Dobrze. - westchnął. - Ale ostrzegam to nie będzie łatwe do zrozumienia.
Ilustrowałam wzrokiem jego postawę i starałam się wejrzeć wgłąb jego psychiki. Wciąż był wyraźnie zdenerwowany, o czym świadczyło, iż wciąż szarpał się mocno za włosy.
- Hej, spokojnie. - podeszłam do niego i położyłam mu rękę na czole. - Po prostu mi powiedz co tutaj jest grane, nie denerwuj się, wiem, że teoretycznie mnie nie znasz, ale możesz mi zaufać.
Skupiłam się na pozytywnych emocjach i lekko poprosiłam w duchu, żeby jego nerwy nieco zwolniły tempa. Poczułam mrowienie w dłoni i ciepło elektryzujące całą moją ręką.
Powoli odsunęłam ramię.
Lepiej?- niepewnie zerknęłam na jego zaszokowaną twarz, jednocześnie lekko przygryzając wargi.
- Jak to zrobiłaś ?! - zapytał Gabriel coraz bardziej rozszerzając oczy.
- Od dziecka potrafiłam uspokajać innych, nie wiem jak ... - uśmiechnęłam się zatapiając we wspomnieniach. - Pamiętam, jak miałam sześć lat przewróciłam się na rowerze i rozcięłam sobie kolano. Płakałam, aż w końcu mama mnie uspokoiła, a wtedy ja uspakajałam ją, że wszystko jest już dobrze. Od tej pory zawsze potrafiłam przywrócić komuś równowagę psychiczną... Jednak nigdy nie mogłam kontrolować samej siebie. Złościło mnie to czasem, że mogę dawać coś innym, a nie mogę tego dać sobie. - w końcu na niego spojrzałam. - Za każdym razem, kiedy komuś  pomogłam czułam się jednocześnie szczęśliwa i zagubiona.... jakby część mnie uciekała, a ja próbowałabym ją gonić...
Zamyśliłam się, wypowiadając ostatnie słowa niemal szeptem. Przywróciła mnie świadomość, iż Gabriel wywierca we mnie spojrzenie.
- Cóż... - odrzekłam. - Teraz ty jesteś mi winny wyjaśnienia.
Gabriel odetchnął i spojrzał na mnie.
- Znalazłaś się w świcie Oddechu Życia. Nie mam pojęcia jak się tu znalazłaś, jak otworzyłaś drzwi... Owszem, masz rację, że wciąż jest ciemno, jednak to nie oznacza, iż jest noc. Ostatnio dzieje się tutaj coś bardzo dziwnego...
- Za raz chwileczkę... - gwałtownie przerwałam monolog mojego towarzysza, jednocześnie nie mogąc oderwać wzroku od okładki książki na której wygrawerowano złoty napis. - Tutaj, to znaczy gdzie ?
- W Nieświadomej Krainie. 

Ciąg dalszy nastąpi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz