Mark my words

 Prolog
 Huśtawka znajdująca się pośrodku puszczy poruszyła się lekko wprawiona w ruch przez wieczorny  wiatr. Las był równocześnie niespokojny, a także pogrążony w harmonii ciszy. Jedynym dochodzącym dźwiękiem, jaki można było usłyszeć było przeciągłe skrzypienie drewnianej bujawki... 
Puszcza zapadła w mroku oświetlona tarczą księżyca rzucającego jasną poświatę. 
Wokół nie było ani jednej żywej duszy, jednocześnie będąc otoczonym przez masę istnień. 
Nagle cisza drzew została brutalnie przerwana, a z ciemności zbudziła się Mroczna Pani...
Spokój miał zostać zburzony już niebawem...  

Rozdział 1
Klątwa, marzenia... i wszystko się zmienia
Obróciłam się w stronę biblioteki, a słońce zaświeciło mi w oczy. Zasłoniłam sobie twarz ręką i wbiegłam po marmurowych schodach otwierając ogromne drzwi, prowadzące do czytelni.
Drewnianymi schodami weszłam na ostatnie piętro. Było tam teraz zaledwie kilka osób. Jak zawsze skierowałam się do działu książek fantastyki. Położyłam rękę na półce i idąc przejechałam nią delikatnie po  meblu. 
Kochałam książki odkąd pamiętam, ich zapach i litery zapisane w jej wnętrzu, historie jakie skrywały...
Prześlizgiwałam wzrokiem z książki na książkę zerkając co chwilę na znajdujące się przede mną okno i jasne promienie południowego słońca. Gwałtownie się zatrzymałam. Ostatnia meblościanka w bibliotece była bardziej niż fantastyczna i nie mowa tu teraz o kategorii powieści... Książka znajdująca się w szóstym rzędzie od góry zerkała na mnie ponad moją głową i wręcz krzyczała by wziąć ją do ręki... 
Spojrzałam w prawo na  szereg półek. W zasięgu kilku metrów nie było nikogo. Odwróciłam się ponownie do wzywającej mnie książki. Im bardziej zbliżałam się do sięgnięcia po lekturę, tym bardziej ta wydawała się być jaśniejsza i mocniej wyrażona w kolorach. Położyłam dłoń na książce i pociągnęłam ją chcąc ją wyciągnął z półki. Przez chwilę ta stawiała opór, lecz w końcu udało mi się ją wziąć w dłonie. Okładka książki była oprawiona w czerwony papier, taki jak ten, który przywożono czasem zza morza. Wzdłuż brzegu biegły rozmaite wzory, zaś u góry widniała fioletowa kokarda oplatająca okładkę. Spojrzałam ponownie na schemat krętych ciemnych fal. Te wzory... Coś mi przypominały... 
Zaczęłam przeglądać kartki i szybko wertować książkę. Moje ręce coraz szybciej przekręcały stronnice, a świat wokół powieści zaczął wirować owiany pędzącym w wirze wiatrem. Nagle meblościanka, z której zdjęłam tajemniczy tom zaczęła wyrzucać z siebie publikacje jedna za drugą, aż w końcu pozostała tam tylko pusta biblioteczka. Cały chaos ustał jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Drewniana półka zaczęła się odkręcać, a gdy zatrzymała się w połowie ujrzałam jasne światło, i ciemny bluszcz oplatający tę stronę szafki układając się w ramę drzwi. Spojrzałam na trzymaną w rękach pozycję literacką otwartą na pierwszej, czystej stronie z widniejącym po jednej części  samym tytułem. W pewnym momencie na papierze zaczęły pojawiać się pojedyncze kręte znaki, które po chwili ułożyły się w krętą mapę oraz mały, słoneczny zegar u góry.
Powoli postawiłam stopę na progu, po czym obejrzałam się za siebie z bijącym sercem.
 
( ciąg dalszy pierwszego rozdziału wkrótce nastąpi... )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz